
W ceramice zakochałam się nagle – można powiedzieć, że od pierwszego wejrzenia. Po prostu przyszedł na nią odpowiedni czas.
Pani Ewa postanowiła zamknąć swoją pracownię ceramiczną, która przez kilkadziesiąt lat z powodzeniem działała i tworzyła piękne rzeczy. W związku z tą decyzją wyprzedawała formy, glinę i szkliwa.
W miejscu, w którym pracuję zawodowo, działa pracownia ceramiczna. Zostałam oddelegowana do zakupu form i pojechałam do pani Ewy.
I przepadłam.
Urzekło mnie tam wszystko: stary dom porośnięty bluszczem, magazyny mieszczące się w dawnym młynie oraz sama pani Ewa – pełna energii i pasji. Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam dla siebie kilka form oraz glinę.
Wracając do domu, zastanawiałam się, co dalej. W końcu mieszkam w bloku i mam tylko dwa pokoje.
Potem jednak wszystko potoczyło się jakby samo.
Wynajęłam lokal. Kupiłam piec i koło garncarskie (od Znajomej, która trzymała je, jakby dla mnie). Dokupiłam formy, szkliwa i glinę.
Tak powstała moja pracownia.
Dzięki częstym wizytom w starym młynie nawiązałam współpracę z panią Ewą i jej mężem. Oboje przekazali mi ogrom wiedzy i doświadczenia, za co jestem im niezwykle wdzięczna.
Dziś tworzę ceramikę inspirowaną tradycyjnymi formami użytkowymi, nadając im własny, współczesny charakter.

